VIVA

Do naszych przyjaciół z Marszu Wyzwolenia Zwierząt w sprawie tzw. ustawy łańcuchowej


Ustawa łańcuchowa: Drogie i drodzy, z dużym zainteresowaniem przeczytaliśmy Waszą wypowiedź na temat zawetowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego poselskiej ustawy, której wprowadzenia w życie broniliśmy wraz z 68 innymi organizacjami prozwierzęcymi. Postaramy się wyjaśnić nasze stanowisko w tej sprawie.


Po pierwsze – podobnie jak Wy, jesteśmy absolutnie przeciwni podsycaniu atmosfery wzajemnej nienawiści. Zauważyliśmy oczywiście, że są osoby, które na sprawie łańcuchowej w sposób bezwzględny próbują budować swój kapitał polityczny. Zupełnie nie o to nam chodzi. Prawa zwierząt są tematem politycznym i w tym sensie każda organizacja, która lobbuje na rzecz prozwierzęcego prawa, działa politycznie. Fundacja Viva! nie jest jednak, nigdy nie była i dajemy słowo, że w przyszłości nigdy nie będzie powiązana z żadną partią polityczną. Co nie znaczy, że na etapie konstruowania konkretnych rozwiązań nie współpracujemy z politykami: to byłoby po prostu niewykonalne.


Po drugie – podobnie jak w Waszym przypadku – nasze serca, rozumy, energia i marzenia, nasza misja i wizja skupione są na jednym – wyzwoleniu zwierząt. Podobnie jak Wy uważamy, że wszelka hodowla i rozmnażanie czujących istot pozaludzkich wiąże się zawsze z jakąś formą eksploatacji i jesteśmy temu przeciwni. Podobnie jak Wy uważamy, że miejsce psa jest na kanapie, koło czułych, uważnych i dbających o jego potrzeby ludzkich opiekunów.


Po trzecie – działamy w konkretnym porządku społecznym. Nie tylko prawnym, ale też politycznym i obyczajowym. Ubolewamy nad tym bardzo mocno, ale biorąc pod uwagę te realia, całkowity zakaz przetrzymywania psów w kojcach jest po prostu na tym etapie niemożliwy do wprowadzenia. Skąd to wiemy? Spędziliśmy setki godzin, biorąc udział w konsultacjach społecznych, znamy rozkład toalet w Sejmie i wiemy, gdzie stoją wszystkie baniaki z wodą. W czasie tych konsultacji rozmawialiśmy ze wszystkimi: zarówno z ludźmi, także politykami, mającymi ogromne serce dla zwierząt i chcącymi działać na ich rzecz, jak i z wielkimi hamulcowymi, będącymi zdania, że pies jest własnością swojego opiekuna i ten może z nim zrobić, co tylko zechce. Tych ostatnich osób nie da się usunąć z równania, kiedy tworzy się prawo. Reprezentują interesy rolników, hodowców, przedsiębiorców. Nawet najbardziej progresywny polityk nie może im powiedzieć „idźcie sobie mieć swoje interesy gdzie indziej”. Ustawa, o którą tak gorąco i niestety bez powodzenia zabiegaliśmy, była efektem dialogu; także z tymi, z którymi ten dialog nie należał do przyjemności. To właśnie ich głosy sprawiły, że w ustawie znalazł się „od tego zakazu [trzymania psów na uwięzi] szereg wyjątków, z czego część z nich z perspektywy egzekucji prawa daje pole do rozmywania ww. zakazu”.


Po czwarte
– nigdy nie twierdziliśmy, że poselska „ustawa łańcuchowa” jest idealnym, pozbawionym wad rozwiązaniem. Przeciwnie – wraz z grupą innych organizacji złożyliśmy własny projekt obywatelski „Stop łańcuchom”, który na opiekunów psów przetrzymywanych w kojcach nakładał jeszcze większe restrykcje co do powierzchni, na której zwierzę może żyć, definiował także kojec, m.in. gwarantując psom dostęp do światła. Cały czas podkreślamy, zarówno w naszych kanałach, jak i podczas wystąpień w mediach i organizowanych przez nas wydarzeń, że zwierzęta są tutaj z nami, nie dla nas. Marzymy o Polsce bez łańcuchów i kojców, o Polsce pustych schronisk i kundelków drzemiących przy domowym kominku. Zarówno projekt obywatelski (lepszy), jak i poselski (trochę gorszy, ale nadal lepszy niż obowiązujące prawo czy propozycja prezydenta) traktujemy jako smutny, niezbędny etap, a nie jak idealne rozwiązanie docelowe.


Po piąte – dlaczego projekt poselski jest w naszej ocenie znacznie lepszy od prezydenckiego? Pierwsza przyczyna jest banalna: Pierwsza przyczyna jest banalna: ustawę prezydencką czeka teraz cały, normalny proces legislacyjny. Gdyby udało się podważyć weto wobec ustawy poselskiej, łańcuchy musiałyby zniknąć w przeciągu 12 miesięcy od pojawienia się jej w Dzienniku Ustaw. Obecnie – psy zostają na uwięzi do nie wiadomo kiedy.

Główny powód, dla którego Fundacja Viva! jest przeciwna propozycji prezydenckiej, to brak wytycznych dotyczących nie tylko minimalnej powierzchni, ale w ogóle tego, jak taki kojec miałby wyglądać. W praktyce otwiera to furtkę do umieszczenia budy w małej klatce z blachy i przetrzymywania psa w takich warunkach. Jeśli pies nie będzie sprawiał wrażenia chorego, a także będzie miał dostęp do wody i pokarmu – mamy związane ręce. Minimalne wymogi dla kojca dałyby możliwość choćby nakładania grzywien na osoby, które zlekceważyły ich spełnienie.

Jeśli spojrzymy na praktykę – większość kojców kupowanych przez Polaków na wielkość 6-12 metrów kwadratowych, jest więc mniejsza niż zakładana przez projekt poselski czy obywatelski. Gdyby nie weto, już za rok, przy pomocy uporczywego zgłaszania wykroczeń i wysypu grzywien, choć minimalnie poprawilibyśmy dobrostan wielu żyjących w naszym kraju psów. Wreszcie – podczas sprawy karnej, kiedy zgłosilibyśmy podejrzenie znęcania się nad zwierzęciem, brak spełnionych norm kojcowych stanowiłby dla nas może nie główny, ale jeden z argumentów na rzecz wyższego wyroku skazującego. Ustawa łańcuchowa zmieniłaby sytuację setek tysięcy psów

Jak w rozmowie wyjaśniła adwokat działająca z ramienia Fundacji Viva! Katarzyna Topczewska, bardzo ważne jest, aby na całą tę sprawę spojrzeć oczami praktyka. Projekt prezydencki, który znosi minimalne powierzchniowe i jakościowe normy dla kojców, eliminuje także sankcjonowanie naruszenia tych norm, jako wykroczenia. A nie każde zaniedbanie zwierzęcia jest przestępstwem. W przypadku dyskusyjnych rozmiarów kojca, kiedy kondycja i stan zdrowia zwierzęcia nie budziłyby wątpliwości, nie mielibyśmy żadnej formy pośredniej czynu zabronionego. Trudno się spodziewać, że w każdym przypadku, kiedy wymiar kojca będzie dyskusyjny np. będzie miał 18 m2 w przypadku bernardyna, który wygląda dobrze, policja będzie wszczynała postępowanie w kierunku znęcania się nad zwierzęciem i dopuszczała dowód z opinii biegłego zoopsychologa. Z praktyki procesowej wynika, że policja ma ograniczone fundusze, a dowód z opinii biegłego to wydatek, po który policja sięga tylko w sprawach, w których naprawdę musi. Nie będą to sprawy o trochę za mały kojec, jeśli nie wystąpią inne przesłanki znęcania się nad zwierzęciem. Czyli taki właściciel w ogóle nie będzie podlegać żadnej karze w myśl projektu prezydenckiego.


Czy ustawa łańcuchowa wyeliminowałaby sytuacje, w których kojec co prawda spełnia wytyczne, ale przebywający w nim pies, choć fizycznie zdrowy, pogrąża się w depresji wywołanej izolacją? Oczywiście, że nie. To jednak tylko mała część wszystkich przypadków. Nie do pominięcia, nie do zlekceważenia, ale nie może też być podstawą do tego, żeby nie próbować pomóc tym zwierzętom, które muszą żyć w zdecydowanie zbyt ciasnych kojcach. I tutaj wytyczne techniczne będą działały na naszą korzyść – opcja powołania biegłego, który może stwierdzić cierpienie psa, istnieje niezależnie od tego, czy wytyczne są, czy ich nie ma. A niespełnienie wytycznych można stwierdzić bez powoływania biegłego, wystarczy wcześniej wspomniany centymetr krawiecki.


Kończąc już – być może wcale Was nie przekonaliśmy. Jesteśmy otwarci na rozmowę i argumenty, bo wierzymy, że nawet jeśli w naszej opinii się mylicie, to na pewno nie przyświeca Wam żadna inna idea, jak tylko dobro zwierząt. Podobnie jak nam. Osób szczerze zaangażowanych w ideę wyzwolenia zwierząt jest wciąż bardzo mało. Czy możemy sobie pozwolić na rozrzutność kłótni, podkopywania swoich własnych działań, wzajemną niechęć i brak wspólnego frontu w tym wrogim osobom nieludzkim świecie? Naszym zdaniem – nie. Różnią
nas metody działania (często komplementarne wobec siebie!) i poglądy na jakieś szczegółowe zagadnienia, ale łączy nas globalny cel i przekonanie, że nikt w pojedynkę nie wyzwoli wszystkich zwierząt. Działajmy razem, wspierajmy się, rozmawiajmy. Tak będzie lepiej!

Skip to content