VIVA

Spłoszone konie z saniami na trasie do Morskiego Oka

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W poniedziałek, 27 grudnia, trasą z Morskiego Oka do Palenicy Białczańskiej gnały spłoszone konie. Po raz kolejny apelujemy do Tatrzańskiego Parku Narodowego o likwidację transportu konnego do Morskiego Oka. I pytamy, czy na trasie musi zginąć turysta, by urzędnicy podjęli tę konieczną decyzję.  

27 grudnia około południa na Polanie Włosienia, górnym postoju zaprzęgów konnych, spłoszyły się dwa konie. Z pustymi saniami galopem pognały w dół trasy. Jeden z turystów nagrał ten wyjątkowo niebezpieczny rajd. Film możecie zobaczyć tu.

Ta sytuacja była szalenie niebezpieczna. Na trasie leży śnieg i nie słychać spłoszonych koni tak dobrze, jak przy gołym asfalcie. Dodatkowo ogromne zaspy na poboczach uniemożliwiały turystom, idącym szlakiem, sprawną ucieczkę. No i, co chyba najważniejsze, sanie nie mają hamulców, więc koni nic nie było w stanie zatrzymać. A furmana na saniach nie było – tłumaczy nasza aktywistka, Anna Plaszczyk.

Kolejne spłoszone konie

Podkreślamy, że to kolejna taka sytuacja na tej trasie. W czerwcu 2020 roku na tym samym postoju spłoszyły się konie zaprzężone do wozu. Wtedy również furmana nie było w pędzącym zaprzęgu. Spłoszone konie wbiegły w bariery okalające drogę i jeden z nich doznał poważnych obrażeń. Tamten wypadek skończył się dla jednego ze zwierząt tragicznie. W wyniku doznanych obrażeń koń został poddany eutanazji. Choć początkowo miał pojechać do rzeźni…

Więcej o sprawie wypadku z czerwca 2020 roku przeczytacie tu.

Co jeszcze musi się stać?

Co jeszcze musi się stać, by Tatrzański Park Narodowy podjął jedyną słuszna decyzję i zlikwidował ten anachroniczny transport? Konie cierpiące na tej trasie to dla TPN od lat zbyt mało. Czy musi zginać jakiś przypadkowy turysta, by urzędnicy się ocknęli? – retorycznie pyta wiceprezeska Fundacji Viva!, Anna Zielińska.

Cierpiące zwierzęta

Przypominamy, że konie nas tej trasie ciągną o około tonę za dużo. A ustawa o ochronie zwierząt zabrania ich przeciążania. Taki czyn traktuje jako przestępstwo znęcania się nad zwierzętami. Organizacje ochrony zwierząt od lat apelują o likwidację tego transportu i prowadzą kampanię promującą pokonanie tej trasy o własnych siłach.

Od lat namawiamy turystów, żeby do Morskiego Oka szli, a nie wsiadali na wozy i płacili za cierpienie zwierząt. Tłumaczymy, że to jedna z najprostszych i najbezpieczniejszych tras w Tatrach. Dziś muszę wszystkich za to przeprosić. Ta trasa nie jest bezpieczna ani dla koni, ani dla turystów. Konie to bardzo płochliwe zwierzęta. A furmani ciągle bezrefleksyjnie zostawiają konie bez nadzoru. Spłoszone konie stanowią dla turystów śmiertelne zagrożenie. Efektem są właśnie takie rajdy. Na tę chwilę jeszcze nie wiemy, czy nikomu nic się nie stało. Ale będziemy to wyjaśniać – mówi Anna Plaszczyk.

Apelujemy o likwidację tego transportu

Więcej o naszej kampanii na rzecz likwidacji tego transportu przeczytacie tu. Apelujemy o podpisywanie petycji o likwidację transportu konnego do Morskiego Oka. Możecie ja podpisać tu.